kontakt@swiatzwyklegoczlowieka.pl
Grudzień na moim blogu zawsze był czasem szczególnym, ale w tym roku, gdy patrzę przez okno na rozświetlone ulice i witryny sklepowe krzyczące o kolejnych promocjach, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdzieś po drodze zgubiliśmy instrukcję obsługi Bożego Narodzenia. Między jednym a drugim zakupowym kliknięciem, w pogoni za idealnym prezentem, zapomnieliśmy, że magia bliskości nie ma nic wspólnego z zapachem nowej elektroniki czy szelestem drogiego papieru. To coś znacznie prostszego – coś, co tętniło w domach naszych dziadków, nawet jeśli na stołach bywało u nich znacznie skromniej.
Z roku na rok biegniemy coraz szybciej. Chcemy mieć idealnie wysprzątane mieszkania, najpiękniejsze choinki na Instagramie i prezenty, które „zwalą z nóg”. W tym całym pędzie nasi bliscy stają się czasem jedynie logistycznymi partnerami w wielkim projekcie pod tytułem „Święta”, a sąsiedzi – postaciami mijanymi w pośpiechu na klatce schodowej. A gdyby tak w tym roku po prostu odpuścić? Gdyby zamiast kolejnego gadżetu podarować komuś godzinę szczerej rozmowy, bez zerkania na telefon i sprawdzania powiadomień? Być może właśnie tam zaczyna się prawdziwa magia bliskości.
Prawdziwy duch świąt nie ma nic wspólnego z ideologią ani wielką polityką. Największym „złodziejem” bożonarodzeniowej atmosfery są przecież niepotrzebne spory przy wigilijnym stole. Próbujemy przekonać innych do swoich racji, kłócimy się o światopogląd czy o sprawy, na które i tak nie mamy realnego wpływu. A przecież te kilka dni w roku to czas szukania wspólnego mianownika. Zamiast pytać bliskich, na kogo głosowali, zapytajmy, jak się czują. Co ich ostatnio rozśmieszyło? O czym marzą? Magia bliskości rodzi się tam, gdzie odkładamy na bok podziały i pozwalamy sobie po prostu być ludźmi.
Warto też wrócić do opowieści. Pamiętacie, jak to wyglądało dawniej? To nie telewizor ani internet trzymały rodziny razem, ale historie. O babci piekącej ciasta w piecu kaflowym, o dziadku idącym przez zaspy na pasterkę, o pierwszych wspólnych świętach rodziców, gdy w sklepach nie było nic, a mimo to radość była ogromna. Te opowieści są naszym fundamentem. Przywołując wspomnienia o tych, których już z nami nie ma, budujemy most między pokoleniami. To właśnie ta sztafeta pamięci daje nam poczucie bezpieczeństwa i sensu – coś, czego nie da się kupić w żadnym centrum handlowym.
Święta to także czas nadziei, która potrzebuje działania. Może jest ktoś, z kim od lat nie rozmawiasz przez jakąś błahostkę? Może za ścianą mieszka starsza osoba, dla której Twoje „dzień dobry” i krótka rozmowa będą jedynym prezentem, jakiego naprawdę potrzebuje? Zrobienie pierwszego kroku do zgody wymaga odwagi, ale właśnie na tym polega istota tych dni. Wyciągnięta ręka, wybaczenie, proste „przepraszam” albo „tęsknię” – to gesty, w których magia bliskości nabiera realnego kształtu. To one potrafią zmieniać świat, przynajmniej ten nasz – lokalny, ludzki.
Na koniec zadajmy sobie proste pytanie: co zostanie w naszej pamięci za dziesięć lat? Czy będzie to model odkurzacza kupionego na promocji, czy raczej ten wieczór, gdy śmialiśmy się do łez, wspominając stare historie? W te święta życzę Wam – i sobie – abyśmy odnaleźli dawną uważność. Spójrzmy w oczy sąsiadowi, przytulmy mocniej bliskich i zamiast oceniać, spróbujmy zrozumieć. Bo magia bliskości to jedyna magia, która nie wygasa wraz z rozebraniem choinki.
Wesołych i przede wszystkim spokojnych Świąt Bożego Narodzenia.




